Wchodzę.
Średnia wieku 50 wzwyż. Gdzieś pomiędzy przeciskam się ja. Przed wyjściem
zawsze mam przygotowaną listę zakupów (naiwność……). Próbuję ją sobie
przypomnieć. Spodnie Levis’a, płaszcz na zimę – najlepiej ASYMETRYCZNY, a do
tego ta wymarzona jeansowa kurtka. Ok, dzisiaj się uda. Zaczynam od działu na
wagę – będzie taniej. Niektórych wieszaków nawet nie muszę dotykać, poznaję po
kolorach czy coś mi (nie)odpowiada. Gdzie te spodnie? Pani zabiera mi sprzed
nosa jakiś dobrze zapowiadający się płaszcz. Wzdycham. Dobra, poczekam, może
nie weźmie. Poczekam tutaj przy sweterkach. Oooo jaki fajny. Nawet mam już
taki. Pani wychodzi z przymierzalni. Odwiesza płaszcz na swoje miejsce. Tak, to
moja szansa. Udaję, że szukam czegoś obok i zupełnie przypadkiem znajduję
właśnie ten. Przymierzam. Jest piękny. Szkoda tylko, że zmieściłabym się do
niego dwa i pół razy. Jestem już trochę zmęczona stoczoną tu walką, ale nie
poddaję się. Schodzę na dół. Wycena. Widzę coś jeansowego, pewnie kurtka! Mój
błysk w oczach szybko znika. Dziecięca. W międzyczasie wrzuciłam do koszyka
kilka rzeczy. Ok, idę przymierzyć i zmywam się stąd. Rzeczy w sumie fajne, ale
do czego ja to ubiorę? Poza tym właściwie to powinnam oszczędzać. Kupuję czarną
bluzkę, dziesiątą, przecież jest tania i przyda się. Wychodzę zadowolona.
Następnym razem na pewno się uda. Cholera, znajomi ze studiów znowu powiedzą,
że na czarno...




Też lubię czasem przejść się do lumpeksu :D Znajdzie się nieraz takie perełki! Jak coś sobie kupię, każdy zazdrości, że za taką cenę, mega ciuch... Chociaż niekiedy mama trafi ubrania za parę groszy w second-handach w małych miejscowościach, bo w miastach takie ciuchy są czasami droższe :D Pozdrawiam:
OdpowiedzUsuńarfashionstyle.blogspot.com