5 sierpnia 2015

OPENER FESTIVAL


Miesiąc temu wróciliśmy z Openera:

Wstaję wcześnie, bez wylegiwania się. Biorę plecak walizkę i jadę na dworzec. Kierunek: Gdańsk. Pierwszy raz w Pendolino. Wow. 5,5 h. Jesteśmy na miejscu. Zostawiamy rzeczy w namiocie mieszkaniu blisko centrum miasta. Idziemy się napić zwiedzać. Gdańsk właśnie zajął drugie miejsce w moim prywatnym rankingu (1. Kraków). Naprawdę pięknie. Nawet Galeria taka jak u nas. Robimy zakupy. Będziemy gotować obiad(y), codziennie raz. Wieczorem oczywiście plaża. Musimy zobaczyć zachód słońca. Hm, robi się zimno. Wracamy.

Następny dzień - początek festiwalu. Jedziemy do Gdyni SKM. Spokojnie, to tylko pół godziny. Na miejscu wita nas długa kolejka - do festiwalowych autobusów. Niektórzy ludzie chcą dzwonić na taksówkę (frajerzy). Czekamy, przecież to właśnie esencja festiwalu. W kolejce trzeba postać. Docieramy lekko spóźnieni na pierwszy koncert. Stajemy z tyłu. Ważne, że słyszę i widzę na telebimie. Jest dobrze. Koniec koncertu. Trzeba znaleźć znajomych, ale jeszcze szybko siku i coś do jedzenia. Musimy tylko wymienić gotówkę na festiwalowe bony. Stoimy w kolejce. Spotykamy znajomych. Mamy ponad godzinę do następnego „naszego” wykonawcy. Zdążymy. Nie zdążyliśmy. Idziemy na piwo. Rozdzielamy się. W pięć osób lepiej jest się zorganizować. Tak, udało się. Jesteśmy na koncercie 10 minut wcześniej. Drake spóźnia się 20. Nie narzekamy. Gość czaruje publiczność. Zostały nam jeszcze dwa koncerty do zaliczenia. Dlaczego Alt-J już gra? Źle sprawdziliśmy godzinę rozpoczęcia koncertu. Jeszcze bardziej się rozdzielamy. W trójkę stajemy gdzieś z boku. Część ludzi wychodzi w środku koncertu. My pchamy się do przodu. Mamy świetne miejsca. Koniec. To teraz szybko do Tent’a na Die Antwoord. Namiot jest pełny (teraz już wiem dlaczego ludzie wychodzili podczas Alt-J). Nie narzekamy. Ważne, że słychać i czasem widać. Fizycznie już lekko wysiadam, ale dam radę. Koniec. 3:00 w nocy. Wracamy do mieszkania w Gdańsku. O 6:00 jesteśmy w łóżkach. Śpimy do 14:00. Drugi dzień festiwalu. Jedziemy do Gdyni SKM…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz