Temat być może już znany każdemu, aczkolwiek mnie wciąż
bardzo bliski. Dlaczego? Mój chłopak jest brodaczem. Rok temu przestał się
golić. Byłam przerażona. Tygodniowy zarost to coś strasznego. Kręciłam nosem,
prosiłam aby może jednak na nowo nawiązał bliski kontakt z maszynką do golenia.
Nie nawiązał. Po miesiącu nie poznałam samej siebie (i jego) - zaczęło mi się to podobać. Okazało się nawet,
że istnieją specjalne preparaty do pielęgnacji zarostu. Balsam, olejek, szampon,
odżywka, a nawet specjalny grzebień. Kosmetyki to podobno babski temat, teraz
już nie jestem tego taka pewna. Przynajmniej wiem, co kupić mu na urodziny. Gdy
idziemy ulicą brodacze podziwiają się nawzajem. Niektórzy podchodzą i zagadują.
Okazują braterstwo, szacunek. Po prostu grają w jednej drużynie. Męski świat
jest fascynujący. Istnieje nawet specjalny fryzjer Barber dla brodaczy.
Kobiety nie mają wstępu do tej oazy męskości. Oprócz brody fryzjerzy
Barberzy zajmują się również włosami. Typowa fryzura to wygolony brzytwą przedziałek i włosy ułożone na pomadzie.
Niecała godzina i mój Filip wygląda niczym jeden z członków rodziny Corleone.
Wizyta tam to podobno swego rodzaju proces. Oprócz dokładnego podcięcia i
wymodelowania, podczas pobytu tutaj można porozmawiać na prawdziwie MĘSKIE
tematy. O szczegóły wolę nie pytać, ale trochę zazdroszczę. Moja fryzjerka ze
mną nie rozmawia. W dodatku kiepsko ścina.

